Aktualności


data: 25.10.2011.

POWYBORCZY KRAJOBRAZ


W okresie kampanii wyborczej pojawiły się w internecie propozycje pokrzyżowania planów politykom wszystkich orientacji. Propyzycje były dwojakiego rodzaju:

1) uczestniczyć w wyborach, ale oddać głos nieważny

2) uczestniczyć w wyborach, ale głosować albo:
a) na ostatniego kandydata z listy
b) na kandydata zajmującego na liście miejsce dalsze niż piąte

Obie propozycje miały zaburzyć spokój ducha polityków i uświadomić im, że duża część wyborców generalnie nie jest zadowolona z ich pracy i może swoje niezadowolenie wyrażać w wyborach w sposób coraz wyraźniejszy.

Czy te propozycje znalazły posłuch u wyborców? Tak, chociaż jeszcze nie zaważyły na wynikach wyborów. W wyborach do sejmu oddano głosów nieważnych:

      w roku 2001 - 3,99% 
w roku 2005 - 3,60 %
w roku 2007 - 2,04 %

a więc tendencja była wyraźnie spadkowa. Ale w roku 2011 glosów nieważnych oddano 4.52%, a to znaczy, że część wyborców uznała metodę oddawania głosów nieważnych za skuteczną i ją zastosowała. Być może, że w kolejnych wyborach liczba zwolenników tej metody będzie rosła.

Większym uznaniem u wyborców cieszyła się druga metoda.

Rekordzistą został poseł PiS Adam Mariusz Kwiatkowski, który został wybrany z 40 miejsca na liście. Niewiele mu ustępują posłowie:
- Tomasz Krzysztof Kaczmarek (PiS) wybrany z 32 miejsca
- Maciej Jerzy Zieliński (PO) wybrany z 28 miejsca
- Jacek Żałek (PO) wybrany z 27 miejsca
- Janusz Andrzej Dzięcioł (PO) wybrany z 26 miejsca

Kolejne lokaty zajęli posłowie wybrani z 24 miejsca na liście: Artur Jerzy Dunin (PO), Cezary Roman Olejniczak (SLD) i Robert Leszek Blanik (PO).

W sumie z miejsc dalszych niż piąte zostało wybranych 52 posłów PO (25%) i 30 posłów PiS (20%). To nie są liczby przypadkowe, obrazują one tendencję, która w kolejnych wyborach może zachwiać strukturami wszystkich partii politycznych w naszym Sejmie.

P.S. Wszystkie informacje pochodzą z obwieszczenia PKW

WSZYSTKIM NOWOWYBRANYM POSŁOM ŻYCZYMY OWOCNEJ PRACY DLA DOBRA KRAJU!





data: 16.09.2011.

WYBORY TUŻ, TUŻ !

Termin wyborów parlamentarnych zbliża się wielkimi krokami. W związku z tym rodzą sie dwa pytania:

1. Czy pójść do urny ?

2. Jak zagłosować?

Odpowiedź na pierwsze pytanie nie budzi żadnych wątpliwości: Należy wziąć udział w wyborach.

Rezygnacja z aktu wyborczego pozbawia nas wpływu na kształt przyszłego parlamentu. Pozwalamy, aby za nas decydowali inni, którzy mogą mieć poglądy zupełnie różne od naszych. A później jesteśmy niezadowoleni z wyników wyborów zapominając o tym, że swoją absencją sami przyczyniliśmy się do takiego kształtu naszego parlamentu.

Absencja wyborcza jest zachowaniem najgorszym z możliwych. A przecież pójście do urny raz na cztery lata to naprawdę niewielki wysiłek. Przy całej niechęci do polityki i polityków nie powinniśmy rezygnować z głosowania, aby nie oddawać swego losu w niepowołane ręce. Zmobilizujmy się !!!

Na drugie pytanie nie ma tak prostej odpowiedzi. Żadna z działających aktualnie partii politycznych nie zasługuje w pełni na nasze zaufanie. Każda ma na swoim koncie cięższe lub lżejsze grzechy, a różnią sie tylko tym, która ma tych grzechów więcej i które z nich są cięższe. Ponieważ ta strona zajmuje się tematyką emerytalną, dotyczącą zarówno przyszłych emerytów jak i tych, którzy już są na emeryturze, zróbmy krótki przegląd grzechów przeciwko emeryturom, obciążającym partyjne sumienia.

Jeden z najcięższych grzechów przeciw emeryturom popełniła koalicja SLD - PSL w 1996 r. (premier Włodzimierz Cimoszewicz) likwidując waloryzację rent i emerytur proporcjonalną do wzrostu przeciętnego wynagrodzenia. Ta decyzja spowodowała, że w ciągu kilku lat wysokość emerytury w stosunku do wysokości wynagrodzenia spadła o połowę.

Następną w kolejce była koalicja AWS - UW (premier Jerzy Buzek) cofając w styczniu 2001 r. symboliczną (2,8%) waloryzację dokonaną w roku poprzednim.

Kolejny rząd SLD (premier Marek Belka) całkowicie pozbawił emerytury waloryzacji w 2005 r.

Koalicja PIS - LPR - Samoobrona (premier Jarosław Kaczyński) pozbawiła nas waloryzacji świadczeń w 2007 r. (patrz: waloryzacja emerytur)

Subtelniejszy, ale groźniejszy w skutkach, sposób łatania dziur budżetowych kosztem emerytur znalazła koalicja PO - PSL (premier Donald Tusk). Najpierw obniżono składkę do OFE z 7,3% do 2,3% co w 2010 r. przyniosło budżetowi zastrzyk gotówki w wysokości 28,5 mld złotych. Dla zmniejszenia zadłużenia to było jednak zbyt mało. Znaczącą poprawę w tym zakresie przyniosło zawłaszczenie przez budżet całości składek emerytalnych w ZUS za 2007 r. w wysokości 125 mld zlotych.( Patrz nowa emerytura na tej stronie.) Subtelność tych działań polega na tym, że nie dotyczą one wysokości emerytur wypłacanych w tym roku, a więc nikt z aktualnych emerytów nie odczuł ubytku pieniędzy, a poszkodowani przyszli emeryci w większości nawet nie zauważyli tej straty, gdyż niezbyt uważnie czytają dokumenty otrzymywane z ZUS. W przyszłości - przechodząc na emeryturę - mogą się obudzić z ręką w nocniku.

Jak więc widzimy nie ma w Polsce uczestniczącej w rządach partii politycznej nie splamionej ratowaniem budżetu kosztem emerytur. Na kogo więc głosować? Po co iść do urn wyborczych?

Na wybory iść warto, aby wyrazić swój sprzeciw wobec polityki okradania ludzi z ich ciężko zarobionych pieniędzy. Absencja wyborcza obniża frekwencję, co pozwala wejść do parlamentu ludziom ze znikomym poparciem wyborców. A więc w naszym interesie leży zapewnienie możliwie wysokiej frekwencji w wyborach i wyrażenie swojego sprzeciwu wobec dotychczasowej polityki społecznej.

Swój sprzeciw możemy wyrazić na dwa sposoby:

1. Wrzucić do urny kartkę przekreśloną (nieważną)

Nie obniża to frekwencji, ani nie powinno naruszyć proporcji poparcia dla poszczególnych partii, natomiast bardzo utrudni (lub uniemożliwi) wybór ludzi ze znikomym poparciem. Duża liczba głosów nieważnych może być groźnym ostrzeżeniem dla wszystkich partii politycznych, że dotychczasowy sposób uprawiania polityki budzi powszechny sprzeciw i może spowodować poważne przemeblowanie sceny politycznej.

U wyborców - sympatyków określonej partii może to jednak budzić obawy, że w ten sposób mogą ułatwić wybór kandydatów, których nie popierają. Dla tych, którzy mają takie obawy, proponujemy inny sposób:

2. Wrzucić do urny kartkę z zaznaczonym ostatnim nazwiskiem na liście partii, z którą sympatyzujemy.

Ten sposób nie odbierze głosów partii, z którą sympatyzujemy, ale może całkowicie pogmatwać układ personalny przygotowany przez kierownictwo partii. Może to być dużą dolegliwością dla tej partii i zmusić ją do rewizji sposobów swej działalności.

DO MIŁEGO ZOBACZENIA PRZY URNACH WYBORCZYCH !




data: 03.09.2011.

GUS PRAWDĘ CI POWIE!

(albo nie)

Dziennik Gazeta Prawna z dn.01.09.2011. na stronie B6 poinformował, że wg Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego przeciętna długość życia w Polsce wynosi dla mężczyzn 71,3 lat, a dla kobiet 80 lat. Te wyniki różnią się znacznie od opublikowanych przez GUS w komunikacie z marca 2011 r.

Według GUS przeciętna długość życia, jednakowa dla kobiet i mężczyzn, wynosi:

dzisiejszy40latekbędzie żył76lat
"50"""79 "
"60"""81 "
"65"""82 "
"70"""84 "
"80"""88 "

(Ciekawe, czy oprócz Polski istnieje jakiś inny kraj, w którym występuje przeciętna długość życia jednakowa dla kobiet i mężczyzn? Dlaczego dzisiejsi 40-latkowie będą w Polsce żyli 12 lat krócej niż obecni 80-latkowie?)

Ta publikacja jest bardzo istotna dla przyszłych emerytów, gdyż stanowi podstawę do obliczenia przez ZUS wysokości ich miesięcznej emerytury. Mężczyzna w wieku 65 lat otrzyma emeryturę w wysokości zgromadzonego kapitału podzielonego przez 208 (liczba miesięcy pozostałych do przeżycia, czyli do 82 roku życia). Jeśli przyjąć "europejską" długość życia dla mężczyzny czyli 71,3 lat, to kapitał należy podzielić przez 76, a więc miesięczna emerytura była by prawie trzykrotnie wyższa.

Komu wierzyć? Czy opracowania GUS są rzetelne i wiarygodne, czy może dostosowane do bieżących potrzeb budżetu, który - jak wiadomo - jest bardzo dziurawy? Czasami obiektywność prac GUS budzi wątpliwości, jak np. przytoczone powyżej przewidywane długości życia.

Stanowisko Prezesa GUS jest stanowiskiem politycznym. W każdej chwili Prezes Rady Ministrów może go odwołać i powołać kogoś innego. Nie można więc mówić o niezależności GUS od aktualnej władzy politycznej.

Wprowadzenie kadencyjności funkcji Prezesa GUS (np. 5-letniej) uniezależniłoby trochę działalność GUS od ewentualnych nacisków politycznych i zwiększyło wiarygodność wyników jego opracowań.



data: 02.09.2011.

WRACAMY DO INTERNETU !!!

Ostatnie trzy miesiące okienko-emeryta.info nie istniało w internecie. Powodem były perturbacje związane ze zmianą hostingodawcy, wymuszoną przez zakończenie działalności hostingodawcy dotychczasowego

Przez trzy miesiące strona była martwa, chociaż czasami na krotko pojawiała się na ekranach komputerów. Nie mogła być aktualizowana, nieczynny był licznik odwiedzin, nie działała websonda dotycząca pozwania ZUS do sądu oraz nieczynna była książka gości. Ta ostatnia utraciła bezpowrotnie większość wpisów. W najbliższym czasie pewnie zostanie uruchomiona nowa książka, ale zaczynająca od zera.

Należy mieć nadzieję, że dalsze funkcjonowanie strony już nie będzie zakłócane. Szanse na to są na razie niewielkie. Sonda zachowuje się dziwnie, zalicza dodany głos dopiero po opuszczeniu strony. Obawiam się, że bez zmiany hostingodawcy nic się nie da usprawnić.



data: 20.03.2011.

Dalszy ciąg dyskusji o emeryturach



Dyskusja o emeryturach toczy się wszędzie: w biurach, na koleżeńskich spotkaniach przy wódce, na imieninach u cioci, w zespole doradców premiera, w ministerstwach, na posiedzeniach rządu, w prasie, radiu, telewizji i internecie. "Polityka" w numerze 12 z dn. 19 marca 2011 zamieściła trzy artykuły:

1.Red. Joanna Solska - Hazard i dobrowolność.

Zdaniem Autorki możliwość wyboru wpłat składek na ZUS lub na OFE powoduje, że brak jest zabezpieczenia wpływów do ZUS w wysokości wystarczającej na bieżące wypłaty emerytur. Rozwija czarny scenariusz dla OFE w przypadku bessy na giełdzie: topnienie funduszy w OFE - zmniejszone inwestycje na giełdzie - zamęt w gospodarce - bankructwo OFE - koniec filaru kapitałowego.

Autorka uważa, że system musi być wypłacalny i bezpieczny, co jest sugestią, aby był gwarantowany przez państwo, czyli składki powinny wpływać do ZUS.

2. Prof. Witold Orłowski - Gry bez dobrego ruchu.

Zmieniające się trendy demograficzne i zwiększanie długości życia powoduje, że emeryci stanowią coraz większy odsetek ludności i składki osób pracujących już nie wystarczają na bieżącą wypłatę emerytur.

Reformę emerytalną prezentowano społeczeństwu w sposób kłamliwy, mamiąc "emeryturą na Karaibach", a milcząc o malejącej relacji emerytury do płacy.

Przekazywanie przez ZUS do OFE ponad jednej trzeciej wpływów ze składek tworzyło niedobór w kasie ZUS, który ministerstwo finansów musiało łatać przez zaciąganie pożyczek i zwiększanie deficytu budżetowego. Ten niedobór miał być pokryty z prywatyzacji, ale - jak zwykle - nie wyszło.

Próbą opanowania sytuacji jest zmniejszenie składki na OFE do 2,3% zarobków. Jest to rozwiązanie prowadzące do likwidacji OFE (o czym poniżej). Dalsze części artykułu dotyczą unijnej polityki pieniężnej i grożącym światowym kryzysie, wykraczają więc poza tematykę emerytalną

3. Rozmowa red. Żakowskiego z Mario Marcel - Statystyczny emeryt nie istnieje.

Mario Marcel opowiada o wadach systemu emerytur kapitałowych, wprowadzonego przez Augusto Pinocheta, dyktatora Chile w latach 1973 - 1990.

Składka wynosiła 13% zarobków, w tym 10% inwestowano w ramach indywidualnego konta, a 3% szło na pokrycie obowiązkowego ubezpieczenia na życie i na wynagrodzenie funduszu emerytalnego. Zakładano, że stopa wzrostu wyniesie około 10%, rzeczywista wynosiła 4%. Poszczególne fundusze konkurowały ze sobą podobnie jak w Polsce, czyli przez akwizytorów i dawanie prezentów za zmianę przynależności do funduszu. Pozostawiono t.zw. filar solidarnościowy opłacany z budżetu i obejmujący ca 20% całkowitych kosztów emerytur. Uwzględniał on specyfikę rynku pracy w Chile t.j. nieregularność i nieciągłość zatrudnienia, przerywanie pracy na wychowanie dzieci, naukę i t.p. Była to taka socjalna część systemu, zapewniająca minimum środków do życia bezrobotnym, pracującym na czarno i t.p.

Pewna część społeczeństwa traktowała składkę jak podatek i starała się unikać jego płacenia wierząc, że na stare lata państwo nie pozostawi go bez środków dożycia.

Przeprowadzona reforma systemu objęła:

- obniżkę kosztów działania funduszy

- wprowadzenie aukcji, na których nowi klienci mogli wybierać fundusz oferujący najlepsze warunki (głównie najnjższe opłaty)

- zniesienie ograniczeń w zakresie inwestowania w akcje czy w obligacje

Nie zdecydowano się na podniesienie wieku emerytalnego dla kobiet.

Kłopoty Chile są bardzo podobne do naszych kłopotów. Ale system emerytalny w Chile został wprowadzony przed 1990 r., więc twórcy naszej ustawy o emeryturach kapitałowych mogli się wcześniej zapoznać z jego wadami i zaletami. Aż dziw bierze, że z tego nie skorzystali.

Zasadnicza różnica między Chile a Polską polega na tym, że w Chile postawiono na usprawnienie systemu kapitałowego, a w Polsce na jego likwidację.



data: 06.01.2011.

Pożegnanie z reformą systemu emerytalnego

Rząd przyjął decyzję o ograniczeniu składek przekazywanych do OFE do wysokości 2,3% zarobków. 5% zarobków zamiast do OFE trafi na indywidualne konta w ZUS, czyli do budżetu. Jest to decyzja bardzo ważna, mająca niezwykle istotne konsekwencje dla obecnych pracowników, którzy w przyszłości staną się emerytami. Prowadzi ona do szybkiej likwidacji OFE wskutek całkowitej nieopłacalności oszczędzania w II filarze.

Przypatrzmy się opłacalności oszczędzania w OFE na przykładzie osoby, której zarobki równe są przeciętnemu wynagrodzeniu w gospodarce narodowej.

Ustalmy podstawowe informacje i przeprowadźmy proste działania arytmetyczne:

  a) przeciętne wynagrodzenie w III kw. 2010 r. wg GUS wyniosło                                  3.203,08 zł
 
  b) przeciętny zarobek roczny wynosi                                                  3.203,08 x 12 =38.436,92 zł
 
  c) dotychczasowa składka roczna do OFE 7,3 %                         38.436,92 x 0,073 = 2.805,89 zł
 
  d) nowa składka roczna do OFE 2,3 %                                           38.436,92 x 0,023 = 884,05 zł
 
  e) liczba  członków  OFE  na  24.09.2010. wg biuletynu KNF za III kw. 2010 r. tablica 1  wyniosła 

                                                                                                14.852.074 osób
 
  f) przychody OFE ze składek 7,3 % (c x e)                  2,80589 tys.zł x 14.853 tys.= 41,676 mld zł
 
  g) przychody OFE ze składek 2,3 % (d x e)                   0,884 tys. zł x 14.853 tys.= 13,130 mld zł
 
  h) aktywa OFE na dzień 31.12.2009. wg biul. rocznego KNF za 2009 r.tabl. 4       180,522 mld zł
 
  j) aktywa OFE na 31.12.2010. przy składce 7,3% (h+f)           180,522 +41,476 = 222,198 mld zł
 
  k) aktywa OFE na 31.12.2010. przy składce 2,3% (h+g) 180,522 mld zł+13,130 =193,652 mld zł
 
  l) roczne koszty działalności obliczone na podstronie OFE        4,07%  od sumy zgrom.  składek
 
 m) roczne koszty działalności OFE przy składce 7,3% (jxl) 222,198 mld zł x 0,0407 = 9,043 mld zł
 
            stosunek kosztów działalności do przychodów   7,3% (m:f)           9,043 : 41,676 = 21,7%
 
  n) roczne koszty działalności OFE przy składce 2,3% (j x k) 193,652 mld zł x 0,0407 = 7,88 mld zł

            stosunek kosztów działalności do przychodów 2,3% (m:g)                   7,88 : 13,13 =60,02%
a więc przy składce 2,3% zarobków ponad połowę wpłaconych pieniędzy pochłoną
koszty działalności OFE.

W ten sposób dalsze istnienie OFE, które miały być pierwszym krokiem w kierunku uzdrowienia naszego systemu emerytalnego, traci sens. W obecnej sytuacji OFE nie podnoszą wysokości przyszłej emerytury, lecz ją obniżają. Czeka nas powrót do monopolu ZUS i pożegnanie się z nadzieją na sensowną reformę systemu emerytalnego.

Kilka lat temu wydawało się, że Platforma Obywatelska jest jedyną siłą polityczną, którą stać na zrobienie czegoś sensownego. Okazało się jednak, że PO stać tylko na zapewnienie dopływu do ZUS środków na dopłaty do emerytur górniczych, mundurowych i rolniczych, co gwarantuje trwałość koalicji z PSL do najbliższych wyborów.

Władza to narkotyk, który uzależnia szybko i bardzo skutecznie. Komu udało się dojść do władzy uczyni wszystko, aby jej nie utracić. Bez oglądania się na koszty społeczne, gospodarcze i t.p. Zgodnie z zasadą: po nas choćby potop!

I na zakończenie ciekawostka: w dniu 07.01.2011. zniknęły z internetu wszystkie strony, na które się powołuję. A jeszcze wczoraj były dostępne!

P.S. Dzisiaj (15 stycznia) strony już są dostępne z wyjątkiem strony odsyłanej z pktu h)

(obliczenie kosztów OFE skorygowano dn. 20.03.2011.)


data: 28.09.2010.

Dzielić biedę po równo?

Premier Donald Tusk przedstawił propozycję zrezygnowania z procentowej waloryzacji rent i emerytur na rzecz waloryzacji kwotowej, jednakowej dla wszystkich emerytów i rencistów. Ma to doprowadzić do rzekomego wzrostu emerytur najniższych oraz obniżenia emerytur o wysokości powyżej średniej krajowej. Dziennikarze (DGP nr 167 z dn. 27-29.08.2010.) wyliczyli, że kwotowa podwyżka w 2011 r. wyniesie aż 31 zł miesięcznie na osobę. Premier Donald Tusk w telewizyjnej rozmowie z Tomaszem Lisem w dniu 27.09.2010. wspomniał o przewidywanej kwocie podwyżki w oszałamiającej wysokości 23 zł. na osobę miesięcznie.

Polakom w wieku 50 lat i powyżej propozycja premiera kojarzy się z ustrojem "sprawiedliwości społecznej", w którym męczyliśmy się od 1944 do 1989 r. Ustrój ten równał w dół wszystkich Polaków z wyjątkiem funkcjonariuszy partyjnych (t.zw. nomenklatura) i służb specjalnych, ale na szczęście upadł w 1989 r.

Aktualnie premier Tusk chce nas - emerytów i rencistów - równać w dół, bo to jest najłatwiejszy sposób na zrównoważenie budżetu. Sposób ten został sprawdzony przez rządy Włodzimierza Cimoszewicza (skasowanie w 1996 r. waloryzacji proporcjonalnej do wzrostu przeciętnego wynagrodzenia) , Jerzego Buzka (brak waloryzacji w 2000 r.), Marka Belki (brak waloryzacji w marcu 2005 r.) i Jarosława Kaczyńskiego (brak waloryzacji w marcu 2007 r.) Nie są to jednak wzorce godne naśladowania przez szanującego się polityka. Świadczą one tylko o pewnych brakach w umiejętności rządzenia niektórych byłych premierów.

Premier Donald Tusk na początku swojej kadencji zapowiedział reformę systemu emerytalnego. Jeśli po 3 latach rządzenia elementem tej reformy ma być kwotowa podwyżka rent i emerytur o 23 zł to znaczy, że już pora umierać.

A może - zanim umrzemy - wyrazimy swój sprzeciw? Możemy to zrobić udając się na wybory i wrzucając do urn głosy nieważne (przekreślone). Jest nas aktualnie 7,5 miliona emerytów i rencistów. Gdyby tylko co piąty z nas poszedł do urny i oddał głos nieważny, dało by to znaczącą liczbę 1,5 miliona głosów. Żebyśmy tylko chcieli chcieć . . .

W ostatnich wyborach prezydenckich uczestniczyło 55% uprawnionych do głosowania, ale w drugiej turze już tylko 23% (7 mln. uprawnionych), czyli mniej niż jest emerytów i rencistów w Polsce. Jak my marnujemy nasze głosy . . .


data: 22.03.2010.

Echa stanowiska p. prof. Oręziak.

Nastąpił spodziewany odzew na artykuł p. prof. Oręziak, nawołujący do likwidacji OFE. W "Polityce" nr 8 z dn. 20.02.2010. ukazały się dwa artykuły:
Jeremiego Mordasewicza, członka Rady Nadzorczej ZUS i eksperta PKPP Lewiatan p.t. "Nie likwidujmy OFE!" Nie tylko jest przeciwnikiem likwidacji, ale zaleca rozszerzenie możliwości inwestowania na giełdzie, co pozwoli zwiększyć wysokość przyszłej emerytury i może mieć dodatni wpływ na rozwój gospodarczy.
d-ra Tomasza Kasprowicza, wspólnika w firmie "Gemini", p.t. "Emerytalny karambol". Proponuje nie likwidację OFE, a przedłużenie wieku przejścia na emeryturę.

W "Polityce" nr 9 z dn. 27.02.2010. ukazały się również dwa artykuły:
Agnieszki Chłoń-Domińczak z Inst. Statystyki i Demografii SGH p.t."Burzyć fundamenty czy poprawić tynk?". Autorka obala wszystkie osiem mitów sformułowanych przez prof. Oręziak.
Red. Janina Solska w art. p.t."Podsumowanie: OFE do poprawki" wykazuje, że OFE należy nie likwidować, tylko ulepszać. Nie można ograniczać inwestycji OFE tylko do obligacji skarbu państwa.

Może gdzieś ukazał się artykuł wspierający poglądy prof. Oręziak. Ja takiego nie spotkałem.

data: 08.02.2010.


Premier Pawlak: KRUS jest najlepszy!

Pan Premier Waldemar Pawlak w rozmowie z panem Witoldem Głowackim pochwalił KRUS jako niemal idealny system emerytalny. Streszczam jego wypowiedź: KRUS jest dobrym, prostym systemem emerytalnym. Za stałą, ryczałtową skladkę 68 zł/mies. otrzymuje się emeryturę w wysokości około 600 zł. I dalej: "Łatwo policzyć, że stawka w wysokości 100 złotych miesięcznie, odprowadzana przez 40 lat i lokowana na 5 procent w skali roku dawałaby na koniec ok. 150.000 złotych. Gdybyśmy te pieniądze wypłacali w ciągu następnych 20 lat, to moglibyśmy wypłacać sobie po 1000 zł. miesięcznie. Tak właśnie działa KRUS." Koniec cytatu z "KRUS jest najlepszy. To ZUS wysiada."(Dziennik Gazeta Prawna z 8 lutego 2010 r.)

Przyjrzyjmy się treści tej wypowiedzi. Zgodnie z sugestią Premiera przyjmijmy 40 lat płacenia składek, a potem 20 lat wypłacania emerytury. Zacznijmy od stanu aktualnego:

a) Zryczałtowana składka w KRUS wynosi 68 zł. miesięcznie, co daje 816 zł. rocznie i 32.640 zł. po 40 - letnim okresie płacenia składek. Jeśli podzielimy tę kwotę przez 240 miesięcy (20 lat pobierania emerytury) to wysokość emerytury wyniesie 136 zł. miesięcznie. Jak wspomniał Premier miesięczna emerytura z KRUS wynosi około 600 zł. Stąd się bierze 16 miliardów złotych rocznie dopłat do KRUS.

b) Sugerowane przez Premiera podwyższenie składki do 100 zł/mies. i ulokowanie jej na 5% rocznie (netto!) rzeczywiście da po 40 latach prawie 150.000 zł. Jeśli podzielimy tę kwotę przez 240 miesięcy otrzymamy emeryturę w wysokości ok. 600 zł/mies. W jaki sposób pan Premier wyliczył 1000 zł. emerytury trudno zgadnąć.

Propozycja pana Premiera jest generalnie słuszna, oparta na zasadzie, że emerytura jest zwrotem wpłaconych składek. Wymaga tylko rozwiązania dwóch problemów:

1. trzeba podwyższyć (w przypadku KRUS bardzo znacznie) wysokość składki emerytalnej

2. trzeba znaleźć Fundusz Emerytalny, który zapewni coroczny 5% przyrost netto (po odliczeniu wszystkich kosztów) pieniędzy zgromadzonych na indywidualnym koncie płatnika składek.

Tych rozwiązań pan Premier nie wskazał. Byłoby nieładnie, gdyby polityk z najwyższej półki rzucał słowa na wiatr. Z niecierpliwością oczekujemy więc od pana Premiera konkretnych propozycji zreformowania systemu emerytalnego.



data: 01.02.2010.

Wylewanie dziecka z kąpielą

W "Polityce" nr 5 z dn. 30.01.2010.ukazał się artykuł p. prof. Leokadii Oręziak (SGH) na temat systemu emerytalnego. Główne tezy artykułu to:

a) większość rozwiniętych państw nie stworzyła obowiązkowych funduszy emerytalnych (ZUS jest dobrowolny?), aby nie dopuścić do ubytku gigantycznej kwoty z budżetu oraz narażenia emerytów na ewentualne straty w wyniku inflacji i kryzysów finansowych

b) system OFE skutkuje narastaniem długu publicznego w tempie ok. 2% rocznie, co zagraża bezpieczeństwu ekonomicznemu kraju

c) przed rządem stoi dylemat: czy zrezygnować z wydatków na służbę zdrowia, wojsko, policję i t.p., czy zlikwidować OFE (sic!)

d) OFE powołano, aby uniezależnić emerytury od budżetu, ale nadal za emerytury odpowiada budżet, gdyż 60% funduszy lokowanych jest w obligacjach

e) OFE mają dawać złudzenie, że zapewniają bezpieczną emeryturę, ale zezwolenie na inwestowanie przez OFE na giełdzie może zrujnować odłożone przez przyszłych emerytów pieniądze

f) ustawowo przenieść wszystkie fundusze do ZUS, a OFE zlikwidować.

Pani profesor proponuje prosty zabieg stomatologiczny: Boli ząb? To go wyrwać!. Ewentualne leczenie jest zbyt długie, kosztowne, a czasem też połączone z bólem.

Mam nadzieję, że nie będziemy długo czekać na reakcję innych ekonomistów. Zgromadzenie w jednym artykule aż tylu kontrowersyjnych tez nie może przeminąć bez echa.


data: 27.01.2010.

Czy coś drgnie w emeryturach?

Wirtualna Polska (wersja "na poważnie") w dniu 26.01.2010. podała informację o Inicjatywie Obywatelskiej 10 Ekonomistów, domagających się zmian w systemie emerytalnym. Niektóre z tych osób już wcześniej publikowały swoje krytyczne opinie o systemie emerytalnym:
- prof. Wiktor Orłowski krytykował próby ograniczenia składek do OFE (informacja dn. 10.11.2009. na tej stronie)
- Wiktor Wojciechowski i Bogusław Grabowski wskazywali na bezczynność Rządu w sprawie emerytur (informacja z dn. 01.12.2009.)
-była w-min. pracy Agnieszka Chłoń- Domińczak i prof. Marek Góra krytykowali obciążanie budżetu finansowaniem emerytur bezskładkowych i KRUS (informacja z dn. 13.12.2009.)

Dołączyli do nich kolejni krytycy systemu emerytalnego: Ryszard Petru (BRE Bank), Krzysztof Rybiński (Ernst&Young),Maciej Bukowski (Inst. Badań Infrastrukturalnych), Jakub Borowski (Invest-Bank) i Janusz Jankowiak (Polska Rada Biznesu).

Ich poglądy nie ograniczają się do krytyki istniejącego systemu. Wskazują również co i jak należy zrobić, aby system emerytalny funkcjonował lepiej, sprawiedliwiej i dawał większe poczucie bezpieczeństwa przyszłym emerytom. Warto zapoznać się z ich wypowiedziami.

Dostęp do tekstu: http://emerytury.wp.pl/kat,2752,title,Inicjatywa-Obywatelska-10-Ekonomistow-chce-zmian-w-systemie-emerytalnym,wid,11894953,wiadomosc.html


data: 08.01.2010.

Nowa Rada

Prezydent Lech Kaczyński powołał nowe ciało w swojej kancelarii: Narodową Radę Rozwoju. W przemówieniu inauguracyjnym dnia 7 stycznia wskazał 44 członkom Rady, jakie problemy powinny stać się przedmiotem ich zainteresowania w najbliższym czasie i w dalszej przyszłości. Między innymi zalecił zajęcie się problemem emerytur.

Działania kierowanej przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego Narodowej Rady Rozwoju w zakresie emerytur, mogą budzić pewien niepokój. Nie jest tajemnicą, że poglądy Prezydenta i jego brata Jarosława na różne zagadnienia są ze sobą zbieżne, lub całkowicie zgodne. Prezes Jarosław Kaczyński w okresie swego premierostwa już zajmował się emeryturami. Efektem tych zainteresowań było całkowite pozbawienie waloryzacji świadczeń w 2007 r. około 9 milionów emerytów i rencistów.

W okresie ostatnich lat analogicznym dokonaniem może poszczycić się tylko rząd SLD premiera Marka Belki w 2005 r.

Nie można wykluczyć, że ta linia działań będzie kontynuowana przez Narodową Radę Rozwoju pod kierownictwem Prezydenta, co nie jest dla nas miłą perspektywą.

data: 13.12.2009.

Jaki system emerytalny?

Przywykliśmy już do corocznych lamentów ministra finansów, że brakuje mu pieniędzy na wypłatę emerytur z ZUS, że ZUS musi zaciągać pożyczki, żeby nie zbankrutować. To wszystko nieprawda!

ZUS nie ma pieniędzy tylko na emerytury bezskładkowe, bo skąd ma je mieć, skoro emeryci wojskowi, ze służb specjalnych i t.p. nie płacą składek, bo nasz system emerytalny tak jest skonstruowany, że koszty ich emerytur musi pokrywać budżet. Pieniądze przekazywane z budżetu to nie są żadne dotacje do ZUS tylko pokrycie (czy całkowite?) kosztów emerytur bezskładkowych

Ostatnio p. Bożena Wiktorowska obliczyła, a Dziennik Gazeta Prawna z 11-13 grudnia opublikował, że ZUS wypłaca rocznie 28 miliardów złotych emerytom, od których na pokrycie tych wypłat nie wpłynęła ani jedna złotówka składki emerytalnej.

Podkreślić należy, że są to emerytury przeważnie znacznie wyższe od średniej krajowej emerytury składkowej. Jedynie emerytury z KRUS są niskie, ale składka płacona na te emerytury jest właściwie symboliczna. Dopłaty do KRUS wynoszą prawie 16 miliardów złotych rocznie.

DGP zamieszcza również opinie trzech osób dobrze zorientowanych w tematyce emerytalnej, a mianowicie byłej v-minister pracy p. Agnieszki Chłoń-Domińczak, współtwórcy systemu emerytalnego p. prof. Marka Góry oraz v-przewodniczącego Rady Nadzorczej ZUS p. Wojciecha Nagela. Wszyscy oni uważają, że w Polsce powinien być jeden system emerytalny, a wysokość emerytury powinna zależeć wyłącznie od wpłaconych składek. Ponadto p. Nagel uważa, że nasz system emerytalny kłóci się z zasadami sprawiedliwości społecznej i równości.

Cieszymy się, że idea jednego, powszechnego systemu emerytalnego zaczyna się przebijać do świadomości niektórych publicystów. Mamy nadzieję, że zacznie ta idea docierać do szerszych kręgów społeczeństwa, a może nawet dotrze do świadomości polityków i skłoni ich do rezygnacji z kabaretowych występów przed telewizyjnymi kamerami na rzecz zajęcia się poważnymi sprawami społecznymi


data: 01.12.2009.

Co z reformą emerytalną?

W Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju odbyła się debata p.t. Co dalej z tą reformą? Skrót wypowiedzi zamieścił Dziennik Gazeta Prawna z dn. 01.12.09. Poglądy wyrażane przez dyskutantów są kolejnym potwierdzeniem reguły, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. I tak: Wiktor Wojciechowski (Fundacja FOR) wykazuje opieszałość rządu we wprowadzaniu reformy systemu emerytalnego, Ryszard Bugaj (doradca Prezydenta R.P.) wyraża poglądy zbliżone do neutralnych, Bogusław Grabowski (prezes zarządu Skarbiec AMH SA) zarzuca rządowi, że ratuje budżet kosztem reformy emerytalnej, a Ludwik Kotecki (V-minister Finansów) na pierwszym planie stawia budżet, który trzeba ratować kosztem korekty systemu emerytalnego.

Na tej samej stronie jest zamieszczona krótka wypowiedź prof. Leszka Balcerowicza, który jest zdecydowanym przeciwnikiem zarówno kreatywnego językoznawstwa, jak i kreatywnej księgowości. Zaleca powrót do reformy finansów publicznych. Jego poglądy należy traktować poważnie. Stoi za nimi odważna i - co najważniejsze - udana reforma finansów państwa.

Propozycje min. Koteckiego to leninowskie "krok naprzód, dwa kroki w tył"


Jakie warunki powinien spełniać system emerytalny?

1. emerytura powinna być zwrotem sumy składek wpłaconych do funduszu (lub funduszy) w okresie aktywności zawodowej, powiększanej o kwoty uzyskane z umiejętnego inwestowania naszych pieniędzy przez administratora funduszu

2. fundusze emerytalne podlegają merytorycznej kontroli Komisji Nadzoru Finansowego

3. w Polsce powinna obowiązywać jedna, powszechna ustawa emerytalna, bez żadnych grup uprzywilejowanych (np dotacjami z budżetu), lub upośledzonych (np administracyjnym odbieraniem im jakiejkolwiek części zgromadzonych pieniędzy)

4. pracodawcy państwowi czy prywatni zachowują wpływ na wysokość przyszłej emerytury jedynie przez odpowiednią wysokość wynagrodzenia za pracę

5. władze ustawodawcze (Sejm, Senat, Prezydent) mogą uchwalać tylko minimalną wysokość składki emerytalnej, wyrażoną w procentach wynagrodzenia za pracę

6. przejście na emeryturę w wieku poniżej 65 lat (mężczyźni) i 60 lat (kobiety) może nastąpić tylko na wniosek pracownika

Jeśli ktoś z odwiedzających tę stronę ma własną, ciekawą propozycję systemu emerytalnego, to proszę przedstawić ją w księdze Gości


data: 10.11.2009.

Znany ekonomista prof. Witold Orłowski, w sposób bardzo klarowny i chyba dla wszystkich zrozumiały, opisał różnice między składkami wpływającymi do OFE, a wpływającymi do ZUS (Nie strzelać do emeryta. Polityka nr 46 z dn. 14.11.2009.) Polecam tę lekturę wszystkim przyszłym emerytom.

Nieco wcześniej tę samą tematykę poruszyła red. Joanna Solska (Przyszłe emerytury do dziury) w internetowym wydaniu Polityki.

data: 07.11.2009.

Emeryci ratują budżet!

Gdy budżet państwa ma kłopoty, to sięga do kieszeni emerytów. Dotychczas sięgał do kieszeni ludzi już pobierających emeryturę, stosując nieuczciwą waloryzację świadczeń. Ta metoda okazała się ostatnio niewystarczająca. Minister Rostowski zainteresował się więc otwartymi funduszami emerytalnymi, które od 14 milionów przyszłych emerytów zgromadziły już składki w kwocie ponad 170 miliardów złotych (źródło). Te pieniądze stanowią dług publiczny, (w przyszłości trzeba je będzie oddać emerytom), natomiast składki wpłacone do ZUS długiem publicznym nie są (nie wiem dlaczego, nie jestem księgowym).

Pan Minister postanowił więc uciec się do pomocy t.zw. kreatywnej księgowości (parę lat temu kilku wybitnych amerykańskich kreatywnych księgowych zostało skazanych na kary więzienia) i ponad połowę pieniędzy , wpływających dotychczas do OFE, skierować do ZUS. W ten sposób budżet na 2010 rok zostanie uratowany, a hucznie zapowiadana reforma emerytur ostatecznie pogrzebana.

Aktualną sytuację dość trafnie skomentował pan Marcin Bojanowski na internetowej stronie Gazety Wyborczej


data:25.10.2009.

Minęło I półrocze 2009 r. można więc pokusić się o wstępną ocenę sytuacji materialnej emerytów i rencistów w tym roku. Prawdopodobnie wysokość inflacji nie odbiegnie znacząco od wyskości w 2008 r, natomiast pewne zawirowania wystąpiły w wysokości przeciętnego wynagrodzenia, które po wzroście w I kwartale niespodziewanie uległo obniżeniu w II kwartale, co nieznacznie poprawiło stosunek emerytury do wynagrodzenia. Chyba jednak nie na długo, gdyż nieoficjalne wieści sygnalizują ponowny wzrost przeciętnego wynagrodzenia (oficjalne dane będą znane w połowie listopada), co znów pogorszy naszą sytuację w stosunku do pracujących.

Aktualne informacje przedstawiamy w tabliczce:

okresprzeciętne wynagrodzenie emeryturastosunek emerytury do wynagrodzenia
2008 rok 2943,88 (źródło)1517,31 (źródło)0,515
I kw. 2009.3185,61 (źródło)1609,87 (źródło)0,505 (źródło)
II kw. 2009.3081,48 (źródło)1609,87 0,522
III kw. 2009.3113,86 (żródło)1609,870,517

Tabliczka zaktualizowana 12.11.2009.

Jak widać z tabliczki wskaźnik stosunku emerytury do przeciętnego wynagrodzenia nie oddala się od wartości 0,5. Oznacza to, że połowa naszych rent i emerytur gdzieś się rozpłynęła


data: 18.05.2009.

Prezes Kaczyński na konwencji PiS w Lublinie oświadczył m. in. "My nie będziemy opuszczali rąk, nigdy nie zgodzimy się z twierdzeniem, że my Polacy musimy mieć gorzej. Jeżeli coś jest możliwe w Niemczech, Francji, Anglii, to musi być możliwe także i w Polsce."
Na usta ciśnie się proste pytanie: Kto był premierem rządu, który w marcu 2007r. całkowicie pozbawił waloryzacji świadczeń miliony emerytów i rencistów w Polsce?

(Cytat za Wirtualną Polską z dn. 17.05.2009.)


data: 16.05.2009.

Nieco ponad rok minął od ukazania się tej strony w internecie. W tym czasie nie było żadnych objawów zainteresowania się polityków problematyką waloryzacji rent i emerytur. Czas więc przystąpić do akcji protestacyjnej, która może być zauważalna przez polityków, a nawet stanowić dla nich potencjalne zagrożenie.

Wkrótce odbędą się wybory posłów do parlamentu europejskiego. Daje to nam okazję do zademonstrowania naszego sprzeciwu wobec krzywdzącej waloryzacji naszych świadczeń. Sprzeciwu bez petard, palonych opon, kijów bejsbolowych i wyjących syren.

Dzień 7 czerwca 2009 r. przywitajmy hasłem:

WSZYSCY IDZIEMY DO URN WYBORCZYCH!

Ale nie głosujemy na żadnego kandydata, ani na żadną partię. Nie zaznaczamy żadnej rubryki w kartce wyborczej.

PRZEKREŚLAMY NA KRZYŻ KARTKĘ WYBORCZĄ

i wrzucamy ją do urny. Każda nieważna kartka w urnie wyborczej to emeryt/ka lub rencista/ka protestujący przeciwko systematycznej obniżce naszych świadczeń. Możemy w ten sposób uświadomić politykom istnienie zagrożenia ze strony kilkumilionowej rzeszy emerytów i rencistów, którzy przy urnach wyborczych mogą pokrzyżować ich polityczne plany, zmusić ich w ten sposób do zrewidowania poglądów na waloryzację naszych świadczeń i zrobienia pierwszego kroku w kierunku przywrócenia waloryzacji proporcjonalnej do wzrostu przeciętnego wynagrodzenia.

EMERYCI I RENCIŚCI! ZRÓBMY WRESZCIE COŚ DLA SIEBIE !


data: 08.03.2009

Przewodniczący SLD pan Grzegorz Napieralski wezwał w Poznaniu do rozpoczęcia debaty na temat warunków życiowych rencistów i osób starszych. Proponuje szerokie spotkania na ten temat z udziałem strony rządowej, pracodawców, przedsiębiorców i samorządowców. Oświadczył m.in. "złożyliśmy i będziemy składać projekty ustaw dotyczące wszystkich luk prawnych, które powodują, że Polacy mają dziś bardzo niskie emerytury i renty".

Pan Napieralski jest człowiekiem młodym. Przewodniczącym SLD jest od niedawna i chyba niezbyt dobrze orientuje się w dotychczasowej działalności swojej partii. Nie wie o tym, że główną przyczyną zaniżania poziomu życia emerytów i rencistów jest uchwalona przez SLD (przy wsparciu PSL) ustawa z dn. 25.10.1996. znosząca waloryzowanie emerytur i rent proporcjonalnie do wzrostu płac. Od tego czasu wysokość wypłacanych emerytur i rent systematycznie obniża się, osiągając obecnie około połowy swej pierwotnej wysokości. To jest przyczyną dzisiejszej złej kondycji materialnej emerytów i rencistów. Niepotrzebne są szeroko zakrojone akcje propagandowe, wieloletnie dyskusje, dziesiątki wniosków i projektów ustaw. Wystarczy jedna ustawa, przywracająca waloryzację świadczeń proporcjonalną do wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej.

Słowa pana Napieralskiego "To my poprawialiśmy sytuację emerytów i rencistów" budzą z jednej strony śmiech, a z drugiej niesmak i współczucie dla ich Autora.

(Cytaty z Gazeta.pl wydanie z dn. 07.03.2009.)

strona główna